Stało się. Po kilku miesiącach funkcjonowania komentarzy na jednej z administrowanych przez nas stron internetowych, zaczęły pojawiać się spamy. Przedwczoraj wieczorem co kilka minut w losowym artykule - nowy wpis o abstrakcyjnej treści w języku angielskim. Po prostu bałgan.
W efekcie zdecydowaliśmy się uruchomić skrypt weryfikacji obrazkowej. Od tamtej pory nie pojawił się ani jeden nowy spam.
Mechanizm, z którego skorzystaliśmy, nie jest jednak zwykłym systemem captcha, ale jego nowoczesnym wcieleniem, który trud, jaki użytkownik poświęca na wpisywanie niewyraźnego słowa, przekłada na realną korzyść kulturalną. Ten rodzaj captcha wykorzystywany jest bowiem do przenoszenia książek do wersji cyfrowej. A w okienku captcha pojawia się słowo, z którym nie poradził sobie system mechnicznego zczytywania tekstu (ORC).
Jak to działa? - Użytkownik w momencie, gdy chce wysłać wiadomość za pomocą formularza, musi przepisać dwa wyrazy, widoczne na obrazku. Treść jednego z nich jest znana przez system, natomiast drugi wyraz to słowo, z którym ORC sobie nie poradził (nie wiadomo który to który). Użytkownik (jako, że człowiek lepiej sobie radzi z odczytywaniem niewyraźnych słów) wpisuje tekst do komputera, a system weryfikuje poprawność wpisu na podstawie prawidłowości drugiego wyrazu. Jedno niejasne słowo pojawia się kilka razy dla kilku różnych użytkowników, dzięki czemu system upewnia się co do jego poprawności.
Jak podaje Wikipedia - w ciągu pierwszego roku funkcjonowania reCaptcha, system przyczynił się do wprowadzenia do internetu 17 tyś. książek. Są one dostępne w serwisie Internet Archive.